Sarajewo (05/2018)

Nie da się ukryć, że wschód to nasz ulubiony kierunek podróży, ale jak się okazuje na południu też jest czego szukać (i – oczywiście – nie mam tu na myśli morza oraz szerokich, piaszczystych plaż).

Są miasta, które intrygują już od pierwszego zetknięcia się z ich nazwą i dla mnie takim właśnie miastem jest Sarajewo. Podejrzewam, że większości osób będzie się ono kojarzyć głównie z trzema wydarzeniami: początkiem I wojny światowej, Olimpiadą Zimową w 1984 roku oraz wojną 1992-1995, tymczasem moje skojarzenia były zawsze bardziej „metafizyczne” niż historyczne i – co stwierdzam z ogromną radością – w zetknięciu z prawdziwym miastem nic na swej „metafizyczności” nie straciły.

Sarajewo jest z jednej strony żywiołowe i energetyczne jak „Dabogda” bośniackiego duetu Dino Merlin & Hari Varesanovic…

… a z drugiej nostalgiczne jak ballada „Sarajevo” czeskiego barda Jaromira Nohavicy:

Jego ulice czarują kolorami, ale jednocześnie niemal każdy budynek nadal nosi wojenne rany w postaci niezliczonych dziur po kulach i pociskach

Ale od początku…

Sarajewo zostało założone w roku 1462 przez Turków Osmańskich, co ma odzwierciedlenie w jego nazwie („saray” to po turecku „pałac sułtana”). Od 1510 roku zarządzali nim tureccy namiestnicy i miasto rozwijało się aż miło. W XVI w. zbudowano tu pierwszy w Europie wodociąg, połączono mostem oba brzegi Miljacki, a różnorodna religijnie ludność, poza licznymi meczetami, wybudowała także cerkiew prawosławną i synagogę. Niestety (z punktu widzenia Sarajewian) w 1697 roku nad Miljackę przybył wraz ze swą armią książę Eugeniusz Sabaudzki i wszystko zepsuł, plądrując i niszcząc 85% miasta 🙁

Z okresu tureckiego do dnia dzisiejszego przetrwał m.in. Meczet Gazi Husrev-bega (Gazi Husrev-begova Džamija), którego lokalizacja na starym mieście, wśród bardzo gęstej zabudowy, nie pozwoliła mi na zrobienie zdjęcia całego budynku, ale już sam widok frontu daje wyobrażenie o całości:

Meczet ten, zbudowany przez jednego z pierwszych zarządców miasta, Gazi Husrev-bega, należy do najlepszych architektonicznie obiektów muzułmańskiej architektury sakralnej na Bałkanach. Na jego dziedzińcu znajduje się šedrvan – studnia z okazałą drewnianą kopułą:

… oraz mauzoleum Husrev-bega, natomiast naprzeciwko meczetu swą siedzibę mają dwie instytucje: medresa Gazi Husrev-bega (czyli teologiczna szkoła muzułmańska, w której nauczano Koranu, prawa, języka arabskiego, a później także nauk ścisłych)…

…oraz zajmująca swe pierwotne miejsce, ale wybudowana i otwarta na nowo w 2014 roku biblioteka Gazi Husrev-bega:

Zbiory tej biblioteki szczęśliwie przetrwały zawieruchę wojenną i obejmują obecnie ok. 100.000,00 egz. książek, manuskryptów i innych dokumentów w języku arabskim, perskim, bośniackim oraz innych językach europejskich. W budynku biblioteki znajduje się ponadto muzeum z ekspozycją nawiązującą do historii i kultury bośniackich muzułmanów.

Tuż obok zabudowań meczetu Gazi Husrev-bega wzrok przyciąga Sahat-kula – wieża zegarowa zbudowana w XVII wieku, a następnie kilkukrotnie odbudowywana i rozbudowywana:

Znajdujący się na niej zegar został wykonany w Londynie w roku 1873 i jest prawdopodobnie jedynym w Europie zegarem pokazującym czas według kalendarza księżycowego. Kalendarz muzułmański jest swoistym ewenementem, ponieważ w swoim systemie zupełnie nie uwzględnia Słońca, a sposób obliczania czasu jest oparty na roku księżycowym, krótszym od słonecznego. Rok księżycowy dzieli się na 12 miesięcy księżycowych, a ponieważ długość jednej fazy księżyca wynosi w przybliżeniu 29,5 dnia, to rok księżycowy liczy 354 dni. Oznacza to, że 33 lata księżycowe odpowiadają 32 słonecznym. Początek roku i każdego muzułmańskiego miesiąca liczy się od dnia, w którym młody księżyc ukazuje się po raz pierwszy na nowiu. Kalendarz ten jest w zdecydowanej większości krajów stosowany wyłącznie do celów religijnych.

Nasz pobyt w Sarajewie przypadł na 9, najważniejszy miesiąc kalendarza księżycowego, czyli ramadan (w 2018 roku trwał on od wieczora 16 maja do wieczora 14 czerwca). Ramadan jest jednym z pięciu filarów islamu i oznacza dla muzułmanów czas zadumy i pobożności, upamiętniający objawienie Koranu świętemu prorokowi Mahometowi. Jednym z elementów tego święta jest post trwający od wschodu do zachodu słońca. Moment zachodu słońca w czasie ramadanu jest w Sarajewie ogłaszany wystrzałem z armaty znajdującej się na terenie Żółtej Twierdzy (Žuta Tabija), co zresztą było źródłem pewnego nieporozumienia. Otóż nasz przyjazd do Sarajewa zbiegł się nie tylko z ramadanem, ale też z wizytą w mieście prezydenta Turcji, tymczasem nazajutrz po wieczornym wystrzale jeden z serwisów telewizyjnych podał informację o… prawdopodobnym zamachu na Recepa Erdogana. Nie muszę chyba mówić jaki wydźwięk ma taka informacja dla nieobeznanego z lokalną tradycją turysty, zwłaszcza w miejscu, w którym zamachy lubią być pretekstami do wojen 😮

Wizyta Erdogana tłumaczy zresztą wszechobecne w tym czasie w mieście i, co za tym idzie, uchwycone tu i ówdzie na zdjęciach tureckie flagi, np. w tym chyba najbardziej dla Sarajewa charakterystycznym miejscu, czyli przy studni Sebilj:

Studnia jest pozostałością po pierwszym wodociągu i stanowi centralny punkt głównego bazaru miejskiego, tj. Baščaršiji. Bazar ten powstał wraz z założeniem miasta i choć z powodu wojen oraz pożarów do dziś zachował się zaledwie w połowie, to nawet w swym obecnym kształcie stanowi niezaprzeczalną atrakcję i wizytówkę miasta:

Baščaršija to także najlepsze miejsce do zaopatrzenia się w pamiątki – to tutaj kupić można tradycyjne dywany, zestawy do kawy, orientalne lampy, biżuterię, a także oryginalne produkty spożywcze. Wiele z oferowanych na targu przedmiotów jest wykonywanych przez rzemieślników na miejscu, co minimalizuje możliwość trafienia na podróbkę. W celu uniknięcia pomyłki można się też dodatkowo posiłkować znakiem Original Sarajevo Quality, gwarantującym oryginalność produktów.

Będąc na Baščaršiji warto odwiedzić Brusa Bezistan, tj. zbudowany w XVI w. kryty bazar, który pierwotnie służył jako miejsce handlu jedwabiem, a obecnie, po gruntownym remoncie, mieści oddział Muzeum Sarajewskiego:

Kawałek dalej, po przeciwnej stronie Miljacki, znajduje się pierwsza w Sarajewie i jedna z pierwszych w Bośni i Hercegowinie muzułmańskich świątyń – Meczet Cesarski (Careva džamija):

Niestety żadnego z sarajewskich meczetów nie zobaczyliśmy od wewnątrz (są dostępne dla turystów wyłącznie poza godzinami przeznaczonymi na modlitwę i nie udało nam się w te godziny „wstrzelić”), nie mieliśmy natomiast żadnych problemów z odwiedzeniem dwóch innych świątyń: Prawosławnej Cerkwi Świętych Archaniołów Michała i Gabriela oraz Starej Synagogi.

Pierwsza z tych świątyń pochodzi z XVI w. i jest jednym z najstarszych obiektów sakralnych w Sarajewie. Cerkiew ta jest wyjątkowym zabytkiem architektury, a jej wnętrze stanowi skarbnicę wybitnych dzieł rzemiosła snycerskiego oraz sztuki pisania ikon. Cerkiewne muzeum zawiera piątą największą kolekcję ikon na świecie.

Wejście do cerkwi jest tak sprytnie zbudowane, że osoba średniego wzrostu musi się przy wchodzeniu do środka nieco skłonić. Ja oczywiście byłam zbyt zamyślona by to zauważyć i na dzień dobry nabiłam sobie soczystego guza. Odwiedzona chwilę później Stara Synagoga obrażeń głowy mi oszczędziła, udało mi się natomiast potknąć na schodach i o mały włos nie skręciłam sobie nogi (może to i dobrze, że nie weszłam do żadnego meczetu, bo kto wie, co tam bym sobie zrobiła 😮 ).

Co do samej synagogi, to jest ona obecnie najstarszą i jedną z dwóch czynnych świątyń judaistycznych w mieście, choć na co dzień pełni funkcję Muzeum Żydowskiego (oddział Muzeum Sarajewskiego):

Wracając jeszcze na chwilę do kwestii ramadanu – gdybym w czasie pobytu w Sarajewie wiedziała to, co wiem dziś, z pewnością wybrałabym się o zachodzie słońca pod Żółtą Twierdzę, by wraz z gromadzącymi się tam mieszkańcami celebrować zakończenie całodziennego postu. Chętnie sprawdziłabym jak wygląda (i smakuje 🙂 ) iftar, czyli posiłek jedzony po zachodzie słońca. No cóż, może jeszcze kiedyś uda się ten plan zrealizować, a póki co pozostaje cieszyć się faktem, że nie każdą lokalną atrakcję jest tak łatwo przegapić i że nasz taras w pensjonacie na zboczu wzgórza okazał się doskonałym punktem widokowym i nasłuchowym.

W ciągu dnia głównym bohaterem był dzwon w pobliskim kościele rzymskokatolickim św. Antoniego z Padwy, który swoim dźwięcznym biciem oznajmiał upływ każdego kwadransa, natomiast wraz z zachodem słońca na scenę wkraczali muezini, którzy ze szczytu kilkudziesięciu rozświetlonych minaretów posyłali w ciemność i cichość nocy swoje przejmujące śpiewy. Chyba nic nie zapadło mi w pamięć bardziej niż ten śpiewno-świetlny spektakl.

Co do kościoła św. Antoniego, to pod swoją obecną postacią istnieje od 1912 roku:

Zastanawia mnie jednak, dlaczego po tym, jak armia Eugeniusza zniszczyła stojący w tej okolicy kościół Najświętszej Maryi Panny, kolejna świątynia katolicka powstała w Sarajewie dopiero po 150 latach (?)

Tak czy inaczej, mimo ogromnych zniszczeń z 1697 roku, miastu udało się przetrwać i żyć swoim wschodnim tempem aż do roku 1878, kiedy to Bośnia została zajęta przez Austro-Węgry. Pod rządami austriackimi Sarajewo zmodernizowano, rozbudowano i zeuropeizowano. W tym czasie powstały m.in. sieć elektryczna i linia tramwajowa, a także połączenia kolejowe z resztą Monarchii Austro-Węgierskiej.

Z czasów austro-węgierskich pochodzi neogotycka Katedra Serca Jezusowego…

…a także jedna z bardziej charakterystycznych budowli Sarajewa, tj. wybudowany pod koniec XIX w. miejski ratusz (tj. Vijećnica):

Po II wojnie światowej w budynku tym mieściła się Biblioteka Narodowa, która została zbombardowana na początku wojny domowej w 1992 r. Spłonęło wtedy 90% ksiąg i manuskryptów ;(

Mówiąc o czasach austro-węgierskich nie sposób ponadto nie wspomnieć, że zamach na następcę tronu, arcyksięcia Franciszka Ferdynanda Habsburga i jego żonę Zofię von Chotek, miał miejsce w pobliżu tego oto Mostu Łacińskiego:

Zamachu dokonał wysłannik Czarnej Ręki, serbski nacjonalista Gawriło Princip, czym rozpętał I wojnę światową.

Zniszczeniom wojennym oparł się na szczęście pierwszy w Bośni browar (Sarajevska Pivara). Otwarto go w roku 1864 i działa z powodzeniem do dnia dzisiejszego, a do jego głównych wyrobów należy oczywiście… piwo Sarajevsko 🙂

Tuż przy browarze funkcjonuje restauracja „Pivnica HS” (oficjalna strona restauracji), nawiązująca do tradycji kultowej gospody “Kod Sameka”, prowadzonej wcześniej w tym miejscu przez Alfreda Samka (syna przybysza z Czech). Gospoda ta była symbolem sarajewskiej bohemy oraz ulubionym miejscem spotkań pisarzy, poetów, aktorów, dziennikarzy i… pijaków. Podczas gdy wszystkie inne lokale w mieście były już zamknięte, tutaj zawsze można było w dobrym towarzystwie doczekać świtu 😉 Jednym ze stałych bywalców gospody był w latach 1930-1937 słynny chorwacki poeta Tin Ujević, który napisał tu niektóre ze swych wierszy i który na ścianie budynku doczekał się upamiętniającej go tabliczki.

No ale most mostem, browar browarem, a ja się jeszcze nigdzie w Sarajewie nie wspięłam! Czas to naprawić.
Pierwszym wartym odwiedzenia punktem widokowym jest Biała Twierdza (Bijela Tabija).

Jej aktualny stan pozostawia bardzo wiele do życzenia (jest to właściwie ruina pełna śmieci), ale w kwestii walorów widokowych twierdza ma raczej pewne miejsce na podium. Z jednej strony można z niej podziwiać miasto, które układa się wzdłuż Miljacki jak na osi czasu: od staromiejskich zabudowań Baščaršiji po wielkopłytowe osiedla…

… a z drugiej niesamowitą panoramę ciągnących się po horyzont gór:

Co do drugiego punktu widokowego – góry Trebević (1160 m n.p.m.) – to nie wymaga on wspinaczki, bo można się do niego dostać kursującą co 10 minut kolejką linową (strona operatora):

Pierwsza kolejka powstała w tym miejscu w 1959 r. Na jej stacji początkowej przy ul. Avdage Šahinagića (czyli naprzeciw ratusza) wybudowano poczekalnię z bufetami, a na końcowej – restaurację Vidikovac 😎 Niestety podczas oblężenia miasta w latach 1992-1995 (najdłuższego oblężenia we współczesnej historii) kolejka linowa wraz z infrastrukturą zostały całkowicie zniszczone, a jej odbudowa zakończyła się dopiero w tym roku.

Widok z wagonika kolejki prezentuje się tak…

… i choć z tej perspektywy niełatwo to dostrzec, Sarajewo jest miastem cmentarzy – muzułmańskich, katolickich, żydowskich… Część z nich to niewielkie skupiska grobów, w których leżą ofiary ostatniej wojny…

… część to zabytkowe nekropolie, takie jak ten w dzielnicy Kovači, na którym pośród XV-wiecznych grobowców znaleźć można charakterystyczny grób byłego prezydenta Bośni i Hercegowiny Aliji Izetbegovića…

… ale jest też ten jeden cmentarz inny niż wszystkie, a przynajmniej niż wszystkie które ja znam. Jest to Cmentarz Miejski Bare – miejsce pochówku osób wyznających różne religie oraz ateistów, którego teren podzielono na dedykowane różnym wyznaniom (oraz brakowi wyznania) sektory:

Wracając do świata ludzi żywych (i bardzo głodnych!) – w żadnym z odwiedzanych dotąd miast nie udało mi się trafić na danie wegetariańskie o równie atrakcyjnie brzmiącym składzie… 😉

…ale w kwestii jedzenia najmilszym wspomnieniem z Sarajewa będą i tak śniadania serwowane przez naszych fantastycznych gospodarzy, z obowiązkowym somunem (czyli bośniackim chlebkiem typu pita, który daje się łatwo napakować dowolnym nadzieniem) oraz charakterystycznym dla kuchni bałkańskiej, genialnym serem kajmak (lub jak kto woli: kaymak, kaimak, qeymağ, geymar albo gaibenis):

Nie wspomniałam nic o cenach, ale to rzecz po pierwsze względna, a po drugie zmienna. Mogę jedynie napisać, że na dzień dzisiejszy Bośnia i Hercegowina to dla polskiego turysty kraj finansowo bardzo przystępny. Co do transportu lokalnego, to nie mamy osobistych doświadczeń, bo Sarajewo jest tak niewielkie, że prawie wszędzie można dotrzeć na piechotę (i jednocześnie na tyle duże by przez wiele dni nie znaleźć w nim czasu na nudę), ale ceny taksówek są ponoć jednymi z najniższych w Europie. Po inne aktualne informacje odsyłam na bardzo dobry i ciekawy portal Destination Sarajevo Guide

Opuszczając Sarajewo nawiążę jeszcze do tego, co w krajobrazie Bośni i Hercegowiny jest rzeczą najbardziej charakterystyczną, a zrobię to ustami kilku polityków. Otóż podczas kończącej wojnę 1992-1995 konferencji pokojowej w Dayton amerykański negocjator pokojowy Richard Holbrooke, przeglądając mapę, wyraził ponoć zdziwienie: „Tu są tylko góry!”. „To jest właśnie Bośnia” – mieli mu odpowiedzieć Slobodan Milošević i Momir Bulatović, prezydenci Serbii i Czarnogóry. Faktycznie, słowa „nizina”, czy „równina” mogłyby w języku tego kraju nie istnieć, bo płaskie tereny prawie tam nie występują. Smutną informacją jest natomiast to, że póki co większość tras górskich nie jest dla turystów dostępna ze względu na liczne pamiątki po ostatniej wojnie, czyli nierozbrojone dotąd miny i pociski. Pozostaje mieć nadzieję, że historia da wreszcie Bałkanom odetchnąć i że to niezwykłe miejsce twórczego spotkania wschodu i zachodu stanie się kiedyś w pełni bezpieczne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *